„Wysoki wynik partii AfD w niemieckich wyborach regionalnych kazał rządzącemu tym krajem lewicowo-liberalnemu establishmentowi diametralnie zmienić podejście do imigrantów. Przynajmniej na pokaz”, pisze na łamach tygodnika „Do Rzeczy” Rafał Ziemkiewicz.
Publicysta przypomina, że dotychczas jakakolwiek krytyka otwarcia na przybyszów z Azji i Afryki była przez niemiecki establishment i media okrzykiwana przejawem „rasizmu, faszyzmu i populizmu”.
„Skoro jednak okazało się, że już aż jedna trzecia wyborców faszyzm popiera i odsetek ten stale rośnie, to lewicowo-liberalny establishment postanowił zmienić linię: skoro chcecie faszyzmu, to przecież my możemy być nie gorszymi faszystami niż ci z AfD. Tylko pozostawcie nas przy władzy”, czytamy.
Wesprzyj nas już teraz!
„Tak należy rozumieć decyzję o jednostronnym przywróceniu przez Niemcy kontroli granicznych i, de facto, wymówieniu układu z Schengen. Unijne traktaty okazały się Niemców nie dotyczyć, zgodnie z logiką starego polskiego powiedzenia o tym, co wolno wojewodzie. Po latach miotania gromów na Węgry za to, że wykonywały swe zobowiązania z Schengen, na Polskę, za obronę wschodniej granicy Unii, nagle ruszyły pushbacki. Nie do krajów, skąd ruszyli w odpowiedzi na herzlich willkommen niemieckiej kanclerz oczywiście, tylko prościej – do krajów sąsiednich, głównie do Polski”, podsumowuje RAZ.
Źródło: tygodnik „Do Rzeczy”
TG